Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 sierpnia 2017

Ciasteczka szybkie i proste



Wielu z moich przyjaciół skarży się, że w moich przepisach dominują dania kolacyjne. To prawda, ze wszystkich posiłków dnia najbardziej lubię kolację, kiedy cała rodzina zbiera się przy stole. Ale vox populi – vox dei. Chciałbym więc podać przepis śniadaniowy. Może to zabrzmieć jak żart. My Polacy lubimy rano zjeść coś konkretnego – jajecznica z trzech jaj, gorące parówki. Chcę jednak niniejszym zapewnić, że ciasteczka z kawą to typowe włoskie śniadanie. To doskonały lekki posiłek w upalny letni poranek. Kuchnia ojczysta wywodzi się z klimatu i typowych dla danej strefy klimatycznej produktów. Mój włoski przyjaciel il fu Giancarlo Simoncini, który mieszkał w Polsce przez kilkanaście lat, kupował gigantyczne ilości herbatników. Bardzo mnie to zdziwiło. Kiedyś go zapytałem, co robi z tymi wszystkimi herbatnikami. Jego z kolei bardzo zdziwiło moje pytanie. Przecież odpowiedź jest prosta i oczywista – zjadam je na śniadanie. Kultura kulinarna, w której wyrośliśmy idzie z nami przez całe życie. Mój Włoch, nawet przeniesiony w zimny polski klimat, dalej zajadał na śniadanie ciasteczka. Wszakże jednak, dzięki ociepleniu klimatu miewamy już upalne dni w Polsce. W takie dni doskonale sprawdza się lekkie ciasteczkowe śniadanie. Jeśli zaś do ciasteczek i kawy dodamy spremuta d’arancia, czyli świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, to mamy wspaniały start w gorący dzień.




koszt orientacyjny – (8 zł/porcja na 4 osoby)

  • 2 szklanki mąki pszennej tortowej (1,50 zł)
  • 15 dag masła (4,50 zł)
  • ¾ szklanki cukru pudru (0,80 zł)
  • 1 jajko (0,70 zł)
  • 2 łyżki kandyzowanej skórki z cytrusów (0,50 zł)

Masło ucieramy z cukrem używając drewnianej łyżki lub widelca. Jajko energicznie ubijamy rózgą. Można to oczywiście zrobić robotem, ale wtedy chyba będzie nieco więcej mycia. Łączymy wszystkie poza skórką składniki i ucieramy na gładką masę. Porcje nabieramy łyżką i formujemy w kulki wielkości orzecha włoskiego. Kulki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i spłaszczamy grzbietem dłoni. Na każdym ciasteczku układamy kawałki kandyzowanej skórki z cytrusów. Pieczemy 5-8 minut w temperaturze 220°C.


Moje uwagi i rady

Te ciasteczka są naprawdę proste w wykonaniu, i jak już uzyskamy wprawę, to robi się je piorunem. Są tak smaczne, że chce się je robić jak najczęściej. Ja robię je na tyle często, że wszystkie czynności wykonuję mechanicznie, zatem mogę się jednocześnie skoncentrować na słuchaniu muzyki, czy audiobuka z telefonu.
Jako urozmaicenie zamiast skórki na ciasteczka można ułożyć kawałki orzecha włoskiego. Ja w miejsce kandyzowanej używam pozostałej z wyrobu likierów skórki z cytrusów, którą przesypuję cukrem i przechowuję w słoiku. Przy okazji więc polecam przepisy na likiery na bazie cytrusów.

piątek, 11 sierpnia 2017

Brzoskwiniowe co nieco


Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że są takie nieliczne książki, których lektura sprawia równą przyjemność dzieciom co dorosłym. Dwa najwyższe miejsca w tej klasyfikacji należą niezaprzeczalnie do Anglików. Chodzi mi oczywiście o „Alicję w krainie czarów” i „Kubusia Puchatka”. Jestem z wykształcenia filologiem – zawsze więc zachęcam do nauki języków obcych i przyswajania literatury w oryginale - stąd nie chcę więc wchodzić w rozważania na temat polskich tłumaczeń „Alicji w krainie czarów”. Czy lepiej wywiązał się z zadania Marianowicz, Stiller czy Słomczyński? Wszystkie świecą odbitym blaskiem i nie oddają w pełni uroku oryginału. My Polacy mamy jednak wyjątkowe szczęście w przypadku „Kubusia Puchatka”. Tłumaczenie Ireny Tuwim jest kongenialne. Nie tracimy w nim nic z ciepła oryginału. A czy zabawa w „misie patysie” nie brzmi nawet bardziej puchatkowo niż angielskie „Pooh-sticks”?
Przysmak, który tu proponuję nazywa się po włosku pesche al ghiaccio. Mam jednak wrażenie, że tłumaczenie dosłowne „brzoskwinie na lodzie” może być mylące. Nazwać to po prostu „deser brzoskwiniowy” brzmi zbyt banalnie. Dlatego zdecydowałem odwołać sie do tradycji puchatkowej w przekonaniu, że „brzoskwiniowe co nieco” brzmi bardziej zachęcająco.




(koszt orientacyjny –  7,10 zł/porcja na 4 osoby)

  • 4 brzoskwinie (4 zł)
  • 4 czubate łyżki sera mascarpone lub ricotta (1,50 zł)
  • 1 cytryna (1 zł)
  • 50 g cukru pudru (0,50 zł)
  • 6 kostek cukru (0,10 zł)

Brzoskwinie myjemy i wrzucamy do wrzącej wody. Podgrzewamy we wrzątku przez 1-2 minuty. Po wyjęciu z wody odsączamy na sicie. Obieramy ze skórki – ostrożnie, aby nie naruszyć miąższu. Obtaczamy brzoskwinie w cukrze pudrze tak, aby były całkowicie pokryte. Wkładamy do głebokiego naczynia – najlepiej metalowej miseczki. Kostki cukru ocieramy o skórkę cytryny tak, aby wchłonęły jak najwięcej aromatu. Rozkładamy je równomiernie między brzoskwiniami. Całość wkładamy do lodówki na co najmniej 3 godziny. Schłodzone brzoskwinie przekrawamy na pół i usuwamy pestkę, po czym kroimy je w ćwiartki lub ósemki. Podajemy z łyżką sera, który możemy udekorować listkiem mięty.


Moje uwagi i rady

Najlepsze są brzoskwinie dojrzałe ale twarde. Nie zawsze łatwo jest kupić właśnie takie brzoskwinie. Jeśli stoimy przed wyborem czy bardziej dojrzałe czy twardsze, to wybieramy ten drugi wariant. Powinniśmy przetrzymać brzoskwinie w lodówce przez co namniej 3 godziny. Ja najczęściej przygotowuję je wieczorem i pozostawiam w lodówce na noc – do podania następnego dnia. Stanowią doskonałe lekkie śniadanie w upalne lato. Są też doskonałym podwieczorkiem (szczególnie dla dzieci). Jest to też doskonała letnia kolacja.
Takie lekkie co nieco najlepiej smakuje z serem mascarpone. Tyle, że mascarpone to bomba kaloryczna. Kto więc pilnuje ilości spożytych kalorii, to powinien raczej użyć sera ricotta.
Miłośnikom kubusiowych klimatów polecam również poniższy przepis, bo cóż jest bardziej puchatkowe niż miód.

piątek, 25 listopada 2016

Rogaliki drożdżowe

Litwo, ojczyzno moja, kto nie zna radości niedzielnego poranka, ten wiele traci. Wstaliśmy, kiedy obudził nas rytm biologiczny a nie dźwięk budzika. Śniadanie spożywamy bez pośpiechu. Mamy czas rozkoszować się każdym łykiem kawy. Kiedy już odpoczęliśmy spokojnie po śniadaniu, czeka nas wycieczka za miasto, a co najmniej spacer. Czasami jednak pogoda płata nam figla i za oknem deszcz. Ja wtedy lubię usiąść z książką i myślami powracać do wspomnień wędrówek po Włoszech. Kiedy jestem w lepszej kondycji intelektualnej, to sięgam po autorów pomnikowych typu: Jakub Burckhardt, Bernard Berenson (prawdziwe nazwisko Walwrożeński) czy lord John Ruskin. Wyznam jednak, że najczęściej sięgam po lżejsze „Obrazy Włoch” Pawła Muratowa. Polakom będzie bliższy, bo jest po słowiańsku „duszoszczipatielnyj”. Weźmy na dowód taki cytat, który przepowiada melancholijny schyłek dnia: „Wieczorem spacerowaliśmy pod murami Montefalco. Daleko w dole, w niebieskim, gęstniejącym mroku leżała Umbria. Siedem miast umbryjskich przygotowywało się do przyjęcia cicho nadciągającej nocy. Nad ułożonymi z niebieskich i liliowych skał krawędziami gór niebo było przejrzyście zielone”. Na deszczowe niedzielne poranki polecam rogaliki z filiżanką espresso i lekturą P. Muratowa.




(koszt orientacyjny – 6,30 zł/porcja na 6 osób)

  • ½ kg mąki pszennej (0,70 zł)
  • 120 g masła (2,20 zł)
  • 100 g cukru (0,25 zł)
  • 2 jajka (1,40 zł)
  • 20 g drożdży (0,20 zł)
  • ½ słoika konfitury (3 zł)
  • ½ szklanki wody
  • szczypta soli


W ciepłej wodzie rozpuszczamy szczyptę cukru. Dodajemy drożdże i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Odstawiamy w ciepłe miejsce na około 15 minut. 100 g masła rozpuszczamy w garnuszku i odstawiamy do schłodzenia. Jajka ubijamy z cukrem.
Mąkę przesiewamy do miski i mieszamy z jajkami z cukrem. Dodajemy przestudzoną margarynę i wyrabiamy do uzyskania jednorodnej masy. Dodajemy drożdże i znów wyrabiamy. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na około 2 godziny. Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 0,5 cm. Na wierzchu rozprowadzamy pozostałe 20 g masła. Powtórnie wyrabiamy i  rozwałkowujemy, po czym kroimy na kwadraty o boku 10 cm. Na każdym kawałku układamy ½ łyżki dżemu i zwijamy po przekątnej. Uformowane rogaliki wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i pozostawiamy do wyrośnięcia na 2 godziny. Ważne jest zachowanie odstępów między rogalikami, bo ciasto będzie rosło jeszcze w trakcie pieczenia. Pieczemy około 15 minut w temperaturze 180°C.


Moje uwagi i rady

Nie będę ukrywał. Te rogaliki są dość pracochłonne, ale w efekcie uzyskujemy cibo celeste, czyli boskie jedzenie, bo puszyste rogaliki upieczone wieczorem, a podane rano do kawy nastrajają dobrze na cały dzień.
Według mojego doświadczenia ciasto drożdżowe uzyskuje doskonałą konsystencję, jeśli na 1 kg mąki dodamy dokładnie 10 g soli. W miejsce dżemu najlepiej jest użyć konfitury własnej roboty, bo smaczniejsza i zdrowsza. Doskonale pasuje konfitura z wiśni czy truskawek. A jeśli chcemy uzyskać prawdziwie włoski smak to dodamy konfiturę z pomarańczy lub cytryny.
Gotowe rogaliki można posypać przez sitko cukrem pudrem, co zajmuje poniżej 1 minuty. Polukrowane będą bardziej wyśmienite, co jest proste i nie zajmuje więcej niż 5 minut. Najprostszy lukier robi się bardzo łatwo. Cukier puder rozcieramy z niewielką ilością ciepłej wody do uzyskania konsystencji raczej kleju niż gęstej śmietany. Dla uzyskania wykwintnego smaku możemy do lukru dodać trochę soku z cytryny. Nasze rogaliki będą ładniej wyglądały i lepiej smakowały, jeśli przy lukrowaniu na wierzch rogalików nałożymy trochę kandyzowanej skórki z cytrusów.

piątek, 4 listopada 2016

Bułeczki kukurydziane



Uwielbiam stare włoskie kino. Mój ulubiony film to „Śmierć w Wenecji”. Reżyser - Luchino Visconti to arystokratyczny potomek średniowiecznych władców Księstwa Mediolanu. Film znam prawie na pamięć. Z drżeniem serca przeżywałem więc moment analogiczny do pierwszej sceny, kiedy na pokładzie vaporetto (tramwaj wodny) płynąc z terra firma zbliżałem sie do weneckiej laguny. Czar prysł, kiedy dotarłem do celu. Wenecja to największe rozczarowanie moich podróży do Włoch. Pierwszym odstręczającym wrażeniem był wszechobecny swąd zatęchłej, stojącej wody – to tak jakbyście umieścili nos tuż nad studzienką ściekową kanalizacji miejskiej. Potem było coraz gorzej. Słynne Ca’ d’Oro (złoty pałac), w przeciwieństwie do tego, co widzimy w albumach, robiło wrażenie jakby tynki fasady miały za chwilę odpaść z nadmiaru wilgoci. Wizyta w Katedrze Św. Marka potwierdziła opinię krytyka sztuki lorda J. Ruskina, który nazwał ją „arcydziełem złego smaku”. Przysłowiowy kielich goryczy przepełnił obiad w jednej z małych knajpek, które są dumą włoskiej kuchni. Zamówiłem spaghetti alle vongole. Okazało się, że były przyrządzone w proporcji 1:1, czyli garść omułków na wiadro makaronu. Nie jest moją intencją zniechęcać do odwiedzania Wenecji, każdy powinien sam wyrobić sobie zdanie. Przestrzegam tylko – nie wszystko złoto, co się świeci. Chodzi mi o odwagę przeciwstawienia własnego sądu powszechnemu oczarowniu, które ciąży przez stulecia. Mam śmiałość powiedzieć, że słynna La Serenissima mnie nie zachwyciła. Przywiozłem jedno dobre wspomnienie z Wenecji – to bułeczki kukurydziane (zaleti) zakupione w pasticceria wciśniętej w maciupeńki zakątek w tym centrum przemysłu turystycznego.






(koszt orientacyjny – 9,40 zł/porcja na 4 osoby)

  • ¼ kg mąki kukurydzianej (1 zł)
  • 100 g maki pszennej (0,80 zł)
  • 100 g masła (3 zł)
  • 250 ml mleka (0,90 zł)
  • 120 g cukru (1,20 zł)
  • ½ torebki proszku do pieczenia (1 zł)
  • 2 garści posiekanych orzechów włoskich (1 zł)
  • ½  torebki cukru wanilinowego (0,50 zł)
  • szczypta soli



Obydwa rodzaje mąki mieszamy w misce z proszkiem do pieczenia, cukrem oraz solą. Masło rozpuszczamy w gorącym mleku i odstawiamy do przestudzenia. Po przestudzeniu dodajemy do mąki z cukrem i mieszamy do uzyskania jednorodnej masy. Dodajemy posiekane orzechy włoskie i znów mieszamy dokładnie. Zwilżonymi mocno rękoma formujemy bułeczki i wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Powinno nam wyjść  około 9 porcji. Ważne jest zachowanie odstępów między bułeczkami, bo ciasto będzie rosło w trakcie pieczenia. Pieczemy 15 – 20 minut w temperaturze 180°C. Natychmiast po wyjęciu z piekarnika posypujemy cukrem wanilinowym i pozostawiamy do ostudzenia.


Moje uwagi i rady

Ciasto lepi się do rąk mocniej niż łapówka. Podczas formowania bułeczek dobrze jest więc postawić obok miskę z wodą, w której będziemy maczać ręce przed uformowaniem każdej bułeczki.
W oryginalnym przepisie Włosi jako dodatek smakowy zalecają rodzynki. Ja jednak uważam, że słodkawe kukurydziane ciasto o wiele lepiej komponuje się z orzechami włoskimi. Ja poza tym dodaję do ciasta 5ml esencji waniliowej własnej roboty.